Europa w cieniu Wall Street

Poniżej fragment artykułu Jacka Bartosiaka "Czy europejska autonomia rozbije się o Wall Street?" w Strategy&Future. Tym tekstem kontynuujemy cykl o międzynarodowych walutach, w którym polecamy m.in. ten artykuł Międzynarodowa waluta - rywalizacja USA i Chin o wielkie pieniądze

_______________________________________________________________________________________________________

Choć Stany Zjednoczone nie są już wzorem dla świata w produkcji przemysłowej oraz handlu, w zakresie finansowym utrzymują swoją dominację. Jest to ich najmocniejsza domena, a przewaga USA nad resztą państw nie stopniała znacząco w ciągu ostatnich 30 lat; pod pewnymi względami wręcz się zwiększyła.

 

Dolar, emitowany przez FED, jest walutą rozliczeniową świata i przez cały XXI wiek stanowił 60–70% globalnych rezerw walutowych, po kryzysie w 2008 roku stabilnie oscylując w granicach 60–66%. Strefa dolara obejmuje obecnie około 60% światowego PKB i podobny odsetek populacji. W 2019 roku uczestniczył on w 88% transakcji FOREX i wartość ta nawet wzrosła z 85% w 2010 roku. Aż 95% transakcji dolarowych jest obsługiwanych w amerykańskim systemie CHIPS (Clearing House Interbank Payments System), a finalne rozliczenia przechodzą przez konta bankowe w New York Federal Reserve Bank.

 

Dlaczego to takie ważne? Otóż transakcje dokonywane z udziałem amerykańskich banków podlegają pod legislację Waszyngtonu. Umożliwia to Stanom Zjednoczonym nakładanie wyniszczających sankcji, za których pomocą odcina się osoby, firmy i kraje od krwioobiegu światowej gospodarki. Najsurowsze z nich oznaczają zakaz uczestnictwa w transakcjach z użyciem dolara czy handlu z firmami amerykańskimi, zamrożenie kapitałów, a nawet utrudnienia w podróżach międzynarodowych. Za złamanie sankcji grożą kary sięgające miliona dolarów grzywny i 12 lat więzienia.

 

Siłę sankcji finansowych dobrze zilustrowała sytuacja wokół porozumieniem nuklearnego z Iranem. Rok po podpisaniu JCPOA i zniesieniu restrykcji gospodarka Iranu wyszła z recesji ze wzrostem na poziomie 13,5%. Gdy Donald Trump odstąpił od umowy i ponownie nałożył sankcje, Teheran musiał pogodzić się ze spadkami PKB w latach 2018 i 2019, rzędu odpowiednio 6% i 6,7%.

 

Chińska firma ZTE oraz francuski bank BNP Paribas, oskarżone o łamanie sankcji amerykańskich, musiały zgodzić się na zakończenie niepożądanej działalności i zapłatę odpowiednio 1,19 miliarda oraz 8,9 miliarda USD kary. Belgijski SWIFT, będący systemem znacznie ułatwiającym globalny międzybankowy przepływ danych, został zmuszony przez Stany Zjednoczone do odcięcia gospodarki irańskiej pierwszy raz w 2012 roku oraz ponownie po odejściu USA od porozumienia w roku 2018. I to pomimo faktu, że Amerykanie forsowali takie rozwiązanie w kontrze do krajów Europy Zachodniej.

 

Dominacja finansowa Waszyngtonu wynika nie tylko z posiadania waluty rozliczeniowej, ale również z pozycji amerykańskich prywatnych instytucji finansowych, których wpływy sięgają niemal wszędzie. Paradoksalnie, kryzys finansowy okazał się dźwignią do utrwalenia supremacji Wall Street – w 2005 roku Stany Zjednoczone obracały 44% światowych aktywów w zarządzaniu, a 10 lat później już 55%. Amerykańskie banki w 2018 roku kontrolowały 62% prowizji światowych transakcji bankowych, 60% transferów gotówkowych oraz 70% fuzji.

 

Zagrożenie dla suwerenności

Przypuśćmy, że Unia Europejska posiada własną armię, wspartą francuską bronią jądrową. Prowadzi jednolitą politykę zagraniczną. Kontroluje strategiczne łańcuchy dostaw, a nawet jest obecna w kosmosie. Czy wypadałoby już powiedzieć, że jest samodzielnym graczem? Czy wymienione rzeczy wystarczą, skoro decyzją polityczną można nakładać blokady finansowe dla przepływów strategicznych lub nawet paraliżować europejską gospodarkę?

 

Wyścig technologiczny jest tu chyba najlepszym przykładem. Wielkość populacji powoduje, że długofalowo Chiny osiągną znaczną przewagę nad USA pod względem PKB, a co za tym idzie, wydatków na badania i rozwój. Dlatego poza odpowiednimi reformami wewnętrznymi Stany Zjednoczone powinny ograniczać chińskiej technologii dostęp do zachodnich rynków, by móc na dłuższą metę utrzymać przewagę w tym zakresie.

 

Ponieważ odcinanie się od innowacji wychodzących z Chin nie sprzyja interesom gospodarczym państw europejskich, Amerykanie w tej kwestii mogą działać poprzez przymus, wybiórczo nakładając sankcje na chińskie podmioty. To jednak nie koniec problemów Starego Kontynentu. Stosowanie się do nacisków Stanów Zjednoczonych przypuszczalnie wywoła reakcję Chin w postaci ograniczeń w dostępie do ich rynku firmom europejskim – w końcu Pekin już groził Niemcom nałożeniem restrykcji na import samochodów w razie ograniczeń dla firmy Huawei, forsując ponadto prawo umożliwiające nakładanie kar na przedsiębiorstwa stosujące się do antychińskich sankcji.

 

Powyższy przykład ukazuje, jak podatność na oddziaływanie wpływów finansowych USA zagraża europejskiej przyszłości nie tylko na płaszczyźnie stricte finansowej, ale rzutuje także na sferę technologiczną i handlową. To jest właśnie esencja bycia boiskiem, polem walki, rozbijanym przez ścierające się nad naszymi głowami mocarstwa. Przypomina to scenę z początku trzeciej części „Parku Jurajskiego”, gdy walczące ze sobą dwa potężne dinozaury omal nie zgniotły malutkich, bezbronnych, uciekających w popłochu podróżników.

 

Budowa niezależności

Pierwszym poważnym znakiem ostrzegawczym dla elit europejskich była wspomniana sytuacja związana z porozumieniem nuklearnym JCPOA. Francuski bank musiał zapłacić wysoką karę za transakcję, w której nawet nie brał udziału podmiot amerykański, a ulokowany w Belgii SWIFT pod groźbą sankcji podporządkował się woli USA wbrew interesom krajów europejskich. W związku z tym we wrześniu 2018 roku Jean Claude-Juncker podkreślał potrzebę zmniejszenia zależności od waluty amerykańskiej. Kolejnym pokazem siły dolara były sankcje nałożone w grudniu 2019 roku na gazociąg Nord Stream 2, ponownie zaogniające debatę w zakresie autonomii strategicznej Europy.

 

W styczniu 2021 roku Komisja Europejska opublikowała dokument, w którym określono wyraźnie problemy, jakie wynikają dla Europy z dominacji dolara i relatywnie słabej pozycji euro w kontaktach zagranicznych. Czytamy w nim, że Komisja zaproponuje krajom trzecim większy udział euro w transakcjach handlowych, przede wszystkim w zakresie energii i dóbr towarowych. Poza zmniejszeniem zależności od USA podkreślono także dążenie do zwiększenia skuteczności własnych, europejskich sankcji finansowych. Na razie brak jednak głosów na temat stworzenia alternatywy dla systemu SWIFT lub wykształcenia unijnych mechanizmów clearingu. Należy się jednak spodziewać, że takie starania, wraz z ogólnym wzrostem protekcjonizmu bankowego i finansowego, pojawią się w debacie publicznej – brak choćby rozeznania sytuacji byłby błędem wagi strategicznej.

 

Choć konkluzje KE nie odbiły się szerokim echem w mediach, mają kluczowe znaczenie dla przyszłości relacji transatlantyckich. A jednak tak nieproporcjonalnie mało uwagi skupiamy na tym aspekcie. Bez własnych systemów rozliczeniowych nie ma geopolitycznej niezależności Europy. Jasne jednak jest, że Amerykanie nie mają w planach pomagać Staremu Kontynentowi w dążeniu do takiego stanu rzeczy…

 

Konfrontacja

Nie dość, że supremacja banków amerykańskich jest kwestią potencjalnej eskalacji napięć w relacjach transatlantyckich, to może wręcz stworzyć sytuację bez wyjścia po obu stronach oceanu. Dla Europy na szali będzie suwerenność finansowa, bez której nie ma niezależności handlowej i technologicznej. Co za tym idzie, pod znakiem zapytania staje samodzielność polityczna Unii w ogóle – niezbędna, jak się może okazać, do przetrwania wspólnoty. Dla USA utrzymanie dominacji finansowej nad Europą to być albo nie być dla nadrzędnej roli dolara w światowej gospodarce – jej utrata to utrata przywileju drukowania pieniędzy, na którym zasadza się amerykański budżet oraz model gospodarczy. Europejska suwerenność rozliczeniowa ograniczyłaby ponadto Stanom Zjednoczonym narzędzia w zakresie mitygowania ekspansji chińskiej technologii, bez czego zwycięstwo w długofalowej rywalizacji będzie znacznie trudniejsze.

Jak widać, płaszczyzna finansowa nie tylko podzieli obu graczy, lecz może wręcz przesądzić o żywotnych interesach każdego z nich. Dla Stanów ważyć się będzie najsilniejszy zasób i fundament własnego going concern – dolar, dla Europy na szali legnie warunek przetrwania – suwerenność.

Z tego powodu zarówno USA, jak i UE mogą okazać się bardzo zdeterminowane w przeciąganiu finansowej liny na swoją stronę. W końcu dla obu to być albo nie być. Z tego rodzaju patowej sytuacji trudno wyjść – Stany musiałyby mieć pewność, że Europa nie odejdzie od dolara i przyjmie choć minimalny akceptowalny przez Waszyngton kurs proamerykański w polityce zagranicznej. Z kolei Bruksela potrzebowałaby gwarancji, że USA nie uzbroją ponownie swojej waluty, by wymuszać na Unii określone posunięcia.

 

Ugodowe załatwienie sprawy byłoby trudne, a wzrost napięć mógłby nastąpić łatwo i skokowo. Wykształcenie i rozwijanie własnych zdolności rozliczeniowych i ograniczanie roli dolara w handlu europejskim wymuszałoby szybką reakcję po stronie amerykańskiej. Reakcję, czyli podporządkowanie Europy, zanim stanie się ona niezależnym graczem. Innymi słowy, aby nie utracić swoich instrumentów nacisku, Stany potrzebowałyby ich użyć – co z kolei dałoby Unii kolejny powód do ograniczania wpływów hegemona na Starym Kontynencie, tworząc błędne koło eskalacji.

 

8875545501?profile=RESIZE_400xJacek Bartosiak

Autor jest prawnikiem,  założycielem i prezesem Strategy&Future. B. CEO of Central Transportation Hub, Poland – 2018-2019, partner zarządzającym kancelarią prawną Bartosiak & Partners (od 2004). Współtworzył PlayofBattle LLC in Austin. Był też  Senior Fellow w The Potomac Foundation Washington D.C. 2015-2018. Jest członkiem Rady Autorytetów w naszym programie "Made in Poland/Wyprodukowane w Polsce" https://businessdialog.pl/made-in-poland, wspierający firmy w Polsce w zajęciu lepszego miejsca w dokonującej się właśnie przebudowie łańcuchów dostaw.

Polecamy też serwis autora Strategy&Future

Pełny artykuł jest TUTAJ