Wideospotkania są trudne dla mózgu

Na początku aktualnego kryzysu zachwyciliśmy się narzędziami do wideokonferencji, ale teraz coraz powszechniejszym doświadczeniem jest wyczerpanie Zoomem, Google Hangouts, Skypem, Teams,  FaceTime czy innym interfejsem do rozmów wideo. Minęły dwa miesiące, a już wielu jest takich, którzy znienawidzili ten sposób komunikacji, a zmęczenie zgłasza właściwie większość zapytanych.

Niespotykana eksplozja ich użycia w odpowiedzi na pandemię zapoczątkowała nieoficjalny eksperyment społeczny, potwierdzając w skali populacji, co zawsze przypuszczaliśmy: interakcje wirtualne mogą być bardzo trudne dla mózgu.

„Istnieje wiele badań, które pokazują, że naprawdę mamy z tym problem”, mówi Andrew Franklin, adiunkt cyberpsychologii na Uniwersytecie Stanowym Norfolk w Wirginii. Uważa, że ​​ludzie mogą być zaskoczeni tym, jak trudno im odnaleźć się w rozmowie wideo, w rozmowie przez medium ograniczone do małego ekranu i wykazujące kilka specyficznych cech.

Ludzie komunikują się, nawet gdy są cicho. Podczas osobistej rozmowy - nawet wielu osób - mózg częściowo koncentruje się na wypowiadanych słowach, ale także czerpie dodatkowe znaczenie z dziesiątek niewerbalnych wskazówek, takich jak to, czy ktoś jest twarzą do ciebie, czy odwrócił się, czy ktoś wierci się, jak szybko oddycha rozmówca.

Te wskazówki pomagają namalować całościowy obraz tego, co jest przekazywane i czego oczekuje się w odpowiedzi od słuchacza. Ludziom dostrzeganie tych wskazówek przychodzi naturalnie, nauczyli się tego w toku ewolucji, nie wymaga od nich świadomego wysiłku. Buduje więzi.

Jednak typowa rozmowa wideo osłabia te zakorzenione umiejętności i wymaga ciągłej i intensywnej uwagi skoncentrowanej na słowach lub slajdach. Jeśli jest widoczna tylko głowa danej osoby albo tylko nieco górnej części tułowia, to nie ma możliwość dostrzeżenia gestów rąk lub innej mowy ciała. Jeśli jakość wideo jest niska, również nie szans na śledzenie mimiki.

Długotrwały kontakt wzrokowy stał się najłatwiejszą  formą kontaktu wirtualnego, ale może wydawać się groźny lub nadmiernie intymny, jeśli jest utrzymywany zbyt długo.

Ekrany wieloosobowe powiększają ten problem. Widok galerii kwestionuje naturalną centralną wizję mózgu skupiającego się na danej osobie. Zmuszamy go do odkodowania wielu ludzi naraz, więc mózg czuje się wyczerpany taką nienaturalną dla niego sytuacją.

Dla mózgu to taki rodzaj wielozadaniowości, jak dla osoby gotowanie i czytanie w tym samym czasie. Stąd coraz częstsze wyłączanie kamerki. Nawet jeśli ktoś ogląda pojedynczego mówcę, nie może rozpoznać, jak zachowują się nieaktywni uczestnicy, co w naturalnym środowisku widziałby mimowolnie. To wszystko powoduje mentalne wyłączanie się z wideokonferencji, ale jeśli nie, to ogromne zmęczenie i niepokój nienaturalną sytuacją.

Mózg zostaje przytłoczony nadmiarem nieznanych bodźców, a jednocześnie koncentruje się na poszukiwaniu niewerbalnych wskazówek, do których jest przyzwyczajony, a których nie może znaleźć.

Grupowe czaty wideo coraz bardziej przypominają wyciszone panele, w których tylko dwie osoby rozmawiają jednocześnie, podczas gdy reszta słucha.

To dlatego telefon jest uważany za przyjaźniejszy, bo mniej obciążający mózg: przekazuje tylko głos. Psychologowie doradzają: jeśli jest to spotkanie robocze, które można zrobić przez telefon, spróbuj ograniczyć się tylko do niego i …. chodzić w tym samym czasie.

Wiadomo z licznych badań, że chodzenie poprawia kreatywność i zmniejsza stres :)

 

Na podstawie tego artykułu w National Geografic