Albo więcej pustego pieniądza (inflacja), albo wyższe podatki, albo… Czy jest trzecie wyjście?

Krzysztof Zoła, komentując mój wpis „Dlaczego inflacja nie wybucha?” https://businessdialog.pl/profiles/blogs/dlaczego-inflacja-nie-wybucha  postawił słuszne i trudne pytanie. Ale zanim spróbuję przybliżyć się do odpowiedzi na pytanie zadane przez niego w ostatnim zdaniu, to chcę podkreślić, że w pełni zgadzam się z wyartykułowanym dylematem podatki versus pusty pieniądz. Wszystkie władze polityczne niechętnie podejmują decyzje o podnoszeniu podatków, nawet te totalitarne, gdyż zawsze jest to niepopularne i część wpływów trzeba przeznaczyć na inwigilowanie i poskromnienie buntujących się społeczeństw. W demokracji taka decyzja, nawet niezwykle racjonalna, jest zawsze śmiertelnie groźna dla powtórnego wyboru, stąd na ogół osłaniana jest silna propagandą, np. o zagrożeniu wojennym. Keynes uświadomił rządzącym, że niewielki deficyt – czytaj niewielka ilość puszczonego pustego pieniądza – jest przydatna dla pobudzania i utrzymania koniunktury, jak i dla rozwoju. Jednak w demokracji politykom trudno jest zachować umiar w dodruku pieniądza.

Pierwsze przyczyny 

Po wojnie powstała konieczność nadmiernego dodruku pustego pieniądza, ze względu na stojące za Łabą radzieckie dywizje pancerne. Potrzebne były pieniądze, by je odstraszać i ewentualnie chronić się przed nimi. Dodruk potrzebny był również, by dofinansowywane przez ZSRR partie lewicowe, z komunistami na czele, demokratycznymi metodami nie przejęły władzy i nie doprowadziły wolnego świata do uzależnienia od Związku Radzieckiego. Nowe pieniądze podnosiły jakość życia obywateli, osłabiając ich komunistyczne nastroje. Najsilniej to zjawisko wystąpiło we Włoszech oraz we Francji.

Tak trwało to do początku lat 80tych ub. wieku. I wtedy to wolny świat wszedł na ścieżkę rosnącego zadłużenia – obsługa zadłużenia stała się drugą pozycją w budżecie USA – nie zauważając, że choć zadłużenie narastało powoli – ze współczesnego punktu widzenia – to proces miał charakter wykładniczy, czyli coraz szybciej przyspieszał.

Dzisiaj

Obecne zadłużenie najwyżej rozwiniętych państw, ale i społeczeństw jest tak wielkie, że wyjście z niego nawet średnio bolesne – to znaczy poprzez podniesienie podatków i powolne spłacanie – jest zupełnie niemożliwe. Arytmetyka jest nieubłagana. Oznaczałoby to, że bogate i demokratyczne społeczeństwa musiałyby na dziesięciolecia zgodzić się na zaciskanie pasa, co wydaje się niemożliwe do realizacji, nawet przy obecnym poziomie rozwoju propagandy i inżynierii społecznej. Konieczny byłby też jeszcze jeden jeszcze bardziej nierealistyczny warunek – wszystkie kraje świata, wszystkie grupy interesów zawiesiłyby na czas odpracowywania długu wzajemne waśnie i nikt nie wspierałby opozycji w innych krajach.

Myślę, że świadomość tego stanu jest u faktycznych decydentów (niekoniecznie formalnych). Cóż oni mogą uczynić? I kto?

Doświadczenia wynikłe z pandemii wskazują, że - parafrazują powiedzenie Johna Kennedy’ego - ten kto wierzy w solidarność międzynarodową jest źle poinformowany. No, więc kto?

Wydaje się, że klucze znajdują się w rękach elit USA – świadomie użyłem tego zwrotu, a nie zwrotu „rządu i Rezerwy Federalnej”. To Stany Zjednoczone są największym dłużnikiem świata, to dolar amerykański jest podstawową walutą świata, w której odbywa się największa część handlu zagranicznego, trzymane są główne rezerwy państw, korporacji i ludności w mniej stabilnych krajach. To dolar amerykański jest jedyną walutą, której ponad 2/3 znajduje się zagranicą. Społeczeństwo amerykańskie jest najbardziej zadłużone: zaledwie kilka procent ma oszczędności gotówkowe lub wkłady bankowe większe niż 10 000 dolarów. Wreszcie gospodarka amerykańska jest względnie autarkiczna i możliwe jest stosunkowe dobre jej funkcjonowanie bez istotnych obrotów handlu zagranicznego.

Wreszcie, to tam zdeponowane są największe zapasy złota i 40 bardzo rzadkich metali, bez których niemożliwe jest funkcjonowanie gospodarki opartej o nowoczesne technologie.

Wyobrazić sobie niewyobrażalne

 

Można zatem sobie wyobrazić dotąd coś zupełnie niewyobrażalnego, czyli przeprowadzenie wymiany pieniądza w sposób który będzie do zaakceptowania przez społeczeństwo amerykańskie, czyli wyborców. Wymiana gotówki i wkładów bankowych wg zasady 1:1 do wysokości np. 15-20 000 dolarów na obywatela będzie prawie nieodczuwalne dla ponad 90% wyborców.

Oczywiście, te kilka procent w które uderzy takie rozwiązanie ma instrumenty, by skutecznie okazać swe niezadowolenie. Zatem z częścią z nich rząd musi osiągnąć jakiś kompromis. Oczywiście, wszystkie znajdujące się poza USA dolary nabierają na początek wartości jedynie makulatury, a z czasem numizmatycznej.  Zniknięcie obecnego dolara amerykańskiego oznacza zdemolowanie całego handlu międzynarodowego i przerwanie 90% łańcuchów dostaw. Odtworzenie będzie musiało zająć 10-15 lat, o ile nie więcej ze względu na masowe bankructwa, bezrobocie, lokalne rewolucje i wojny. Jednak te plagi w niewielkim stopniu będą dotyczyć społeczeństwa amerykańskiego i kanadyjskiego, i może jeszcze kilku najbliższych aliantów, np. Izraela. Można oczekiwać, że wprowadzenie takiego rozwiązania osłonięte zostanie propagandowo zagrożeniem wojennym, pandemią, wystąpieniem rzeczywistych lub uronionych gróźb katastrofy ekologicznej.

Można też oczekiwać, że poprzedzone to może być kontrolowanymi upuszczeniami nadmiaru pieniądza, lecz nie w drodze podnoszenia stóp procentowych. Warto podglądać co się dzieje na rynku kryptowalut, także jak postępują kartele narkotykowe. Może być poprzedzone bardzo kontrolowanymi spadkami koniunktury, np. w wyniku faktycznego lub sztucznego braku jednego z tych metali. Można zauważyć już takie oznaki.

Na pytanie, kiedy nastąpi ewentualna wymiana, muszę odpowiedzieć: nie wiem. Choć wydaje się, że obecna demokratyczna administracja nie zdecyduje się na żadne radykalne rozwiązania. Demokraci zawsze byli bardziej kunktatorscy i niechętni do działań trudnych, acz skutecznych. Po drugie, nie widać na dużą skalę działań, które powinny być poprzedzającymi taki plan. A pandemia była przecież świetną okazją do ich zamaskowania poprzez skrócenie łańcuchów dostaw, uniezależnienie się od dostaw z Azji i rozwój własnych źródeł. Wstrzymanie budowy gazociągu z Alaski, jedno z pierwszych posunięć administracji Bidena to właśnie działanie przeciwne do zwiększania autarkii. Taki zatem scenariusz odsuwa się, lecz czy jest to dobra wiadomość? Nie jestem pewny.

 

9635873074?profile=RESIZE_400x

 

 

Olgierd Bagniewski, główny ekonomista Klubu Dyrektorów Finansowych "Dialog"

22.10 rano w Lublinie odbędzie się spotkanie KDF Dialog - z udziałem Olgierda Bagniewskiego - na temat inflacji. Rejestracja na to spotkanie tutaj

Czy grozi nam hiperinflacja? A może raczej KIEDY nastąpi hiperinflacja? Lublin