Ekologiczna hipokryzja kontra rachunek ekonomiczny

To zdumiewające jak wiele interesów można załatwić za pomocą hasła „ekologia”, którym szczerze przejmują się chyba tylko poczciwi ludzie.

Uczestnicy Światowego Forum Ekonomicznego w Davos postulują zniesienie własności prywatnej, zaczynając od samochodów, a uzasadnili to tak: "potrzebujemy rewolucji czystej energii i potrzebujemy jej teraz" więc musimy "w gospodarce o obiegu zamkniętym zmniejszyć popyt na metale o krytycznym znaczeniu". A więc współdzielenie samochodów.

Robert Gwiazdowski tak to skomentował: „Ci myśliciele ze Szwajcarii wcale nie chcą "współdzielić" się z Wami swoimi samochodami. Oni chcą być właścicielami samochodów, które Wy będziecie "współdzielić" ze sobą. Bo im więcej ludzie mają na własność, tym trudniej nad nimi panować. Jedni chcą prawa własności przenieść na rząd, a drudzy chcą obdarzyć nimi korporacje do czego potrzebują pomocy rządu.” Jak widać, da się to zrobić pod przykrywką ekologiczną.

Niektórzy zastanawiają się do czego jeszcze będzie służyć aktualne zbieranie danych o tym, czym ogrzewamy domy. Zdaniem Konrada Raczkowskiego może do kolejnego podatku, a może również do pozbawienia praw własności: "Czy Centralna Ewidencja Emisyjności Budynków (CEEB) stanie się zbiorem danych o nieruchomościach, żeby tylnymi drzwiami wprowadzić podatek katastralny? W CEEB są już informacje lokalizacyjne, rodzaju nieruchomości, stanu prawnego, czy powierzchni. Potrzeba tylko inwentaryzacji stanu technicznego, która właśnie jest wprowadzana. Później tylko rzeczoznawca majątkowy dokonałby wyceny nieruchomości, a urząd gminy wyznaczyłby i pobrał opłatę katastralną w wysokości np: 0,26-1% wartości nieruchomości/rocznie. W sumie kolejna droga do pozbawienia praw własności dla tych gospodarstw domowych, których nie będzie stać na pokrycie podatku katastralnego."

Oczywiście, ta zbiórka danych jest przez urzędników uzasadniana troską o środowisko i chęcią zmotywowania do przeprowadzania termomodernizacja. Możliwe że to też jest cel. 

Wrcając do tematów motoryzacyjnych przejdźmy na rodzimy rynek. Chwała Mercedesowi za fabrykę silników i baterii w dolnośląskim Jaworze, naprawdę nowoczesną, dobrze zarządzaną, promującą region. Właśnie ogłosiła, że rozpoczyna budowę bocznicy kolejowej, dzięki której ok. 85% dotychczasowego transportu drogowego do i z jaworskiej fabryki przeniesie się na tory.

 Uzasadnienie? „Nasza fabryka silników i baterii elektrycznych to takie laboratorium działań na rzecz zrównoważonego rozwoju. Inwestycja o wartości około miliarda euro (fabryka) wielką wagę przykłada do maksymalnej redukcji śladu węglowego na każdym etapie produkcji. Bocznica to kolejny krok – tym razem w kierunku przyjaznej dla środowiska logistyki.” - powiedziała dr Ewa Łabno-Falęcka, Head of Corporate  Communication & External Affairs Mercedes-Benz Manufacturing Poland.

Nie żeby to była nieprawda. Ale jest też inny fakt, jednak nie okazał się wart wymienienia, bo wygląda mniej wzniośle. Po prostu, koszt transportu kolejowego jest znacznie niższy niż drogowego, zwłaszcza teraz, oraz niezależny od braku kierowców, co też staje się również dotkliwe jak ceny paliwa. Możliwość przetransportowania jednym pociągiem towarowym nawet kilkuset ton towaru czyni ten rodzaj spedycji atrakcyjnym również z finansowego punktu widzenia. Zgodne z ogólną zasadą, koszt 1 pociągokilometra będzie tym mniejszy, im więcej ładunku zdecydujemy się przetransportować. A produkcja w Jaworze się rozrasta.

Ekologia jest medialna, rachunek ekonomiczny – nie. Uczciwiej byłoby jednak powiedzieć jedno i drugie.

Ale nie tylko korporacje charakteryzują takie zabiegi na publiczności.

Roman Młodkowski, wielki autorytet dziennikarski, przedsiębiorca, założyciel znakomitej telewizji Biznes24 – jak wielu ugina się pod ciężarem kosztów energii. Zmienia więc system zasilania, sprzedaje stare urządzenia, wdraża bardziej ekonomiczne rozwiązania. Jak to uzasadnia? Tak oto w poście w Linkedin „Nasza firma, @BIZNES24, staje się bardziej ekologiczna. Redukujemy znacząco zużycie energii elektrycznej, zmieniając filozofię zasilania w energię. W naszym nowym podejściu rezygnujemy z potężnego systemu UPS (kontroler + baterie), które zapewniają nam długi czas podtrzymania mocy (do półtorej godziny), ale jednocześnie pochłaniają sporą część energii, którą zużywamy.  Żeby nie tworzyć niepotrzebnych odpadów szukamy nabywcy na nasz system.”

Lepiej wygląda motywacja ekologiczna niż ekonomiczna?

Żeby było jasne – to wszystko prawda, te nowe posunięcia firm mają walor ekologiczny. Nawet te urzędnicze, związane z budynkami. Ale ukrywanie przesłanek ekonomicznych czy fiskalnych, powoduje mylne wyobrażenie, że ekologia jest gadżetem, pretekstem, niczym ważnym i poważnym.

Iwona D. Bartczak