Kryzys testuje startupy i daje okazje inwestorom

W przeciwieństwie do firm o ugruntowanej sytuacji na rynku lub przedsiębiorstw z dłuższymi tradycjami, startupy finansowane głównie ze środków zewnętrznych mogą mieć duże problemy związane z płynnością. Jest to spowodowane tym, że projekty startupowe mogą potrzebować więcej czasu na osiągnięcie przychodów i break even point lub premiują zwiększanie skali działania ponad generowanie zysków w związku z prowadzeniem strategii stania się czołowym dostawcą produktów lub usług w danym sektorze.

Podobnie jak każdy kryzys, ten spowodowany przez SARS-CoV-2 dla części firm będzie oznaczać dobrą okazję, natomiast dla innych okaże się gwoździem do trumny.

Na fali są wszystkie projekty związane z branżą e-commerce, edukacją i pracą na odległość, weryfikacją tożsamości, podpisywaniem dokumentów, rozrywką elektroniczną oraz co naturalne projekty medyczne związane zarówno z diagnozowaniem i produkcją leków jak i telemedycyną. W tej ostatniej branży jedna ze spółek portfelowych funduszu Black Pearls VC jaką jest Telemedi.co w związku z dużym zainteresowaniem odnotowała wzrost liczby obsługiwanych konsultacji telemedycznych o 500%.

Koronawirus przyniósł też inny efekt, którym było skrócenie procesów testowania i negocjacji umów z 6 miesięcy do 1 tygodnia. Równie imponujące rezultaty mają inne spółki, w które zainwestował fundusz: Autenti – firma specjalizująca się w elektronicznym podpisywaniu dokumentów odnotowała w marcu wzrost ilości kont biznesowych o 200% i liczby aktywnych użytkowników o 300%, natomiast LiveWebinar.com – dostawca rozwiązań do pracy i komunikacji na odległość zanotował w marcu wykładniczy wzrost liczby klientów.

Ciekawym przykładem wykorzystywania okazji, które stworzyła sytuacja jest wspólny projekt dwóch wrocławskich firm Trustman oraz Surveily, które w kilka tygodni wspólnie zbudowały system umożliwiający automatyczne wykrywanie osób z podwyższoną temperaturą za pomocą kamer. Również firma Quantum CX postanowiła wykorzystać kamery do wykrywania podwyższonej temperatury osób w miejscu pracy. Firma właśnie testuje prototyp, który działa z dokładnością do 0,05°C. W obecnej sytuacji bardzo dobrze radzi sobie także litewski startup Ondato zajmujący się elektroniczną weryfikacją tożsamości m.in. dla sektora bankowego, ubezpieczeń i usług wynajmu, który niedawno brał udział w programie relokacji talentów startupowych do Polski w ramach programu Poland Prize. Firma odnotowała 275% wzrost zainteresowania swoimi produktami i w związku z rozwojem polskiego oddziału planuje zwiększenie zatrudnienia.

Badanie przeprowadzone ostatnio w Finlandii przez The Confederation of Finnish Industries na populacji 780 startupów pokazało, że aż 87% respondentów spodziewa się negatywnego wpływu kryzysu wywołanego przez pandemię koronawirusa na funkcjonowanie ich biznesu. Nakładając na to statystyki, z których wynika że nieco ponad 60% startupów, które uruchomiły swoją działalność, upadnie mamy mieszankę wybuchową dla bardzo dużego grona firm technologicznych. Żeby przetrwać trudny moment będą musiały ograniczyć koszty, zredukować wynagrodzenia lub zatrudnienie, znaleźć nowe źródła przychodów lub dokonać zwrotu w prowadzonej działalności próbując wykorzystać posiadane kompetencje i rozwiązania na innych rynkach.

Inwestorzy działający na rynku venture capital doradzają spółkom starupowym zgromadzenie kapitału, który pozwoli im funkcjonować na rynku przez przynajmniej 18 kolejnych miesięcy, optymalnie przez 2 lata. Kapitał, który jest dostępny na rodzimym rynku inwestycyjnym, gdzie większość stanowią środki na poziomie inwestycji zalążkowych tj. do 1 mln zł lub wczesnej fazie działania tj. do 4 mln złotych w praktyce uniemożliwia realizację takiej strategii dla firm, które osiągnęły już pewien poziom rozwoju jako startup i potrzebują większych środków inwestycyjnych do skalowania swojego biznesu.

Jeszcze kilka miesięcy temu, na fali pojawiania się kolejnych funduszy venture capital na polskim rynku, można było mówić o rynku startupów, które mogły przebierać w ofertach inwestorów oraz osiągać wysokie wyceny, często niepodparte wynikami finansowymi. Teraz sytuacja diametralnie się zmienia.

Z rodzimego rynku dochodzą pierwsze sygnały pokazujące, że część startupów obecnie spotyka się z sytuacją, w której inwestorzy tuż przed podpisaniem umowy inwestycyjnej renegocjują wcześniej ustalone warunki inwestycji i zmniejszają wycenę spółki lub proponują odłożenie inwestycji o kilka miesięcy. W takiej sytuacji trudno się dziwić, że strategia ochrony kapitału inwestorów bierze górę nad niepewnością i szansą na osiągnięcie ponadprzeciętnych zysków. Obecne realia są jednak okazją dla funduszy VC, które prowadzą politykę tzw. Founders friendly wykazujących duże zrozumienie dla potrzeb startupów i oraz proponujących im partnerskie warunki współpracy bez obejmowania dużych pakietów udziałów oraz aniołów biznesu i podmiotów, które dysponują nadwyżkami finansowymi i chcą ulokować je w bardziej ryzykowne przedsięwzięcia. Sytuacja może być też interesująca z perspektywy podmiotów planujących przejęcia technologii albo talentów z firm, które mają problemy.

W celu pozyskania finansowania startupy będą zatem częściej mierzyły się z sytuacją, w której warunki stawiane przez inwestorów, jeśli chodzi o wycenę spółki lub wielkość zainwestowanego kapitału będą mocno odbiegać od ich oczekiwań. Możemy także spodziewać się wzrostu zainteresowania inwestycjami w formie pożyczki konwertowanej na udziały w spółce, które są dość popularne w krajach zachodnich. Prawdopodobnie będziemy mieć też częściej do czynienia z obniżaniem wyceny w stosunku do poprzednich rund finansowania pozyskanych przez startup tzw. down round. Zwłaszcza w przypadku dość dużego grona firm, które nie były w stanie stworzyć skalowalnego i powtarzalnego modelu biznesowego.

Korekta realnej wartości firmy nie jest sytuacją pożądaną przez inwestorów i startupy, ale dla niektórych spółek może być jedyną strategią na uzyskanie środków, które pozwolą przetrwać trudny okres. Zespoły, którym nie uda się generować przychodów lub pozyskać finansowania z zewnątrz będą musiały upaść.

W takiej sytuacji, niektóre startupy, sięgną także po finansowanie z grantów, które będą wymagać zapewnienia wkładu własnego ze środków prywatnych na poziomie kilkunastu lub kilkudziesięciu procent otrzymywanego finansowania. Taka strategia pozwoli na utrzymanie kadr przez okres 6-18 miesięcy i skupienie się nad rozwojem technologii. W teorii wygląda to bardzo atrakcyjnie, ale w praktyce sprowadza się do tego, że projekty grantowe warto pozyskiwać w momencie w którym dysponuje się kwotą równoważną do wielkości całego projektu, który chce się współfinansować z grantu. Wynika to z faktu, że finansowanie z grantów jest wypłacane w częściach, a oczekiwanie na zwrot części środków może trwać długo (kilka do kilkunastu miesięcy).

Kolejną alternatywną dla startupów są duże przedsiębiorstwa, które mają zapotrzebowanie na nowe technologie. Aktywność korporacji na rodzimym rynku startupów jest coraz większa. Część firm dysponuje własnymi programami wsparcia dla startupów np. inkubatorem lub programem akceleracji, a kilka prowadzi także korporacyjne fundusze venture capital, które inwestują w startupy.

Możliwość wejścia pod skrzydła dużej firmy w obecnych czasach jest bardzo atrakcyjna dla startupów. Nie każdy startup może być jednak obiektem zainteresowania dużej firmy. W tej sytuacji firmom technologicznym z polskiego rynku pomagają także programy akceleracyjne specjalizujące się w łączeniu startupów z korporacjami i testowaniu rozwiązań w kontrolowanych warunkach.  Akcelerator zapewnia zazwyczaj finansowanie pilotażu na poziomie 150-200 tyś zł i wsparcie mentorskie dla startupów oraz tworzy model współpracy pomiędzy korporacją a startupem. W ten sposób duże firmy pozyskują dostęp do interesujących projektów i są w stanie testować je, zanim podejmą decyzję o podjęciu współpracy komercyjnej ze startupem lub inwestycji. Działania z korporacjami są dla startupów bardzo atrakcyjnym kąskiem, ale ze względu na wewnętrzne procedury zajmują dość dużo czasu. Nie zawsze jeden, nawet bardzo znaczący klient, jest w stanie zapewnić startupowi odpowiednio duży zastrzyk finansowania. Strategia realizacji wdrożeń pilotażowych z dużymi firmami jest zazwyczaj uzupełnieniem modelu biznesowego danego startupu, a nie celem samym w sobie. Pamiętajmy też, że w dobie kryzysu część korporacji będzie rewidować swoje strategie dotyczące współpracy ze startupami i przesuwać zasoby do obszarów strategicznych.

W dobie kryzysu, dla osób i podmiotów dysponujących nadwyżkami kapitału, które mogą zostać szybko uruchomione dla projektów startupowych na pewno pojawi się sporo okazji do objęcia udziałów w interesujących spółkach. Ze względu na specyfikę rynku inwestycji podwyższonego ryzyka nie należy jednak spodziewać się możliwości zrealizowania zysków w perspektywie krótkoterminowej. Inwestycje w startupy to przygoda przynajmniej na kilka lat i w ten sposób należy ją postrzegać.

Z drugiej strony, dla osób planujących uruchomienie własnego startupu, które mają solidne fundamenty w postaci kapitału umożliwiającego start projektu, wpisywania się w realną potrzebę rynkową, którą spowodował kryzys, posiadających wiedzę ekspercką i dobre kontakty w branży, które pozwolą na szybkie uchwycenie pierwszych klientów sytuacja będzie komfortowa. Czas inwestycji w projekty, które były prezentacją w Power Poincie z obietnicami zmiany świata na lepsze własnie się skończyły. W chwili obecnej najważniejsze są przedsięwzięcia wynikające z realnych potrzeb, za którymi stoją ludzie którzy faktycznie są w stanie je dostarczyć.

 

8201907657?profile=RESIZE_400xWojciech Drewczyński, Black Pearl VC, Space3ac

[1] https://www.thestar.com.my/tech/tech-news/2020/02/14/chinas-startups-on-the-ropes-after-virus-freezes-funding

[2] https://www.livemint.com/companies/start-ups/pe-vc-investments-in-february-decline-to-1-7-billion-11584465275571.html

[3] https://www.cbinsights.com/research/coronavirus-startup-funding/