Kapitał ma narodowość

Niestety, dość rozpowszechnionym, a bardzo uproszczonym poglądem jest stwierdzenie, że kapitał nie ma narodowości i w jego zachowaniu to kryterium nie odgrywa żadnej roli. Twierdzenie to wywiedzione jest z dwóch założeń,

- że naczelnym celem, któremu podległe są inne cele, jest maksymalizacja zysku w długim okresie oraz

- że w swych zachowaniach decydenci są racjonalni i potrafią realizować swoje ekonomiczne cele.

Od takiego przekonania już tylko mały krok do twierdzenia, że brak narodowości u kapitału to warunek optymalizacji rozwoju w skali globu. Mechanizm idealnie działającego rynku ma do tego doprowadzić, bo przecież osiąganie maksymalnych zysków umożliwia wyższą akumulację, a ta wspiera wzrost i rozwój. Wszak bez inwestycji nie ma rozwoju.

Takie rozumowanie jest proste, łatwo wpadające w ucho i intuicyjnie akceptowalne, tylko czy to twierdzenie jest w ogóle prawdziwe?

Przyglądając się z bliska działaniom kapitału nie trudno zauważyć, że gdy rozpoczynają się problemy, a zatem i konieczność ograniczenia działalności, to nie wyłącza się najniższej dochodowych części firmy, lecz w pierwszej kolejności te w obcych krajach, nawet przynoszące wyższą dochodowość. Dopiero bardzo duża różnica w rentowności może zakłócić tę zależność. Tak było w kryzysie 2008 roku, gdy Unicredito nie ograniczyło działalności ani nie sprzedało PEKAO SA. Dopiero wraz z późniejszymi kłopotami, pomimo wyższej wciąż marży w tym banku, Unicredito skorzystało chętnie oferty polskiego rządu i sprzedało PEKAO SA.

Sama decyzja ekspansji zagranicznej łączy się z wieloma dodatkowymi problemami. Firma musi działać w obcym reżimie prawnym, często znacznie mniej przewidywalnym, stykać się z innymi standardami technicznymi, w innych warunkach kooperacji z lokalnymi firmami, z siłą roboczą o innej mentalności. Nie należy się zatem dziwić, że gdy firma podejmuje decyzję o zagranicznej inwestycji znacznie chętniej współpracuje tam z podmiotami pochodzącymi ze swego macierzystego kraju. Sprzyja temu naturalne grupowanie się osób według kryterium narodowego, podobnych problemów i doświadczenia, wzajemne wspieranie się ekspanderów.

O znaczeniu czynnika osobistego świadczą wyniki wielu badań. Wynika z nich na przykład, że we wszystkich przypadkach inwestycji niemieckich w Europie Centralnej i Wschodniej, czynnik osobisty odegrał zasadniczą rolę.

Odnotujmy też, że każda nawet największa firma ma gdzieś swoją główną siedzibę. W naturalny sposób, zatrudnionym w centrali i jej pobliżu, jest łatwiej dbać o osobiste interesy niż tym z odległych oddziałów, co też oznacza, że ewentualne zwolnienia, zmniejszenia zarobków znajdujących się w centrum dotyczy w znacznie mniejszym stopniu.

Wreszcie największa nawet firma musi liczyć się z interesami i polityką państw, a w największym stopniu kraju, w którym znajduje się centrum faktycznie, choć nie koniecznie musi odpowiadać centrum formalnego, oraz gdzie znajdują się główne aktywa.

Rządy państw zainteresowane są z kolei utrzymaniem miejsc pracy u siebie (pracownicy to wyborcy) i kontrolowaniem najnowszych technologii, aby móc realizować premię przewagi technologicznej, co często łączy się z uniemożliwieniem rozpowszechniania technologii mogących mieć zastosowanie militarne. W tych przypadkach występuje zbieżność interesów państwa i firmy, która również chce utrzymać kontrolę nad kluczowymi technologiami.

Stąd eksport technologii nie dotyczy tych najnowszych, najbardziej efektywnych. Chętnie eksportuje się stare, bardziej pracochłonne, środowiskowo brudne.

Z poglądem o braku narodowości kapitału spotykam się często w Polsce u poważnych przedsiębiorców i ekonomistów, ale nie pamiętam żadnego przypadku w USA, zachodniej Europie, Japonii czy Singapurze, czyli eksporterach inwestycji bezpośrednich.

Olgierd Bagniewski, główny ekonomista Klubu Dyrektorów Finansowych "Dialog"