Jeszcze 15 lat temu słychać było na rynku o „dedykowanych systemach” lub „systemach autorskich” pisanych dla firm na zamówienie od tzw. „zera”. Niestety najczęściej nie było to „od zera do bohatera” a raczej „od zera do ściany”. Ten trend umierał przez lata śmiercią naturalną, wyparty poprzez rozwiązania standardowe, znanych marek, za którą stały pieniądze na rozwój oprogramowania.

Dziś mamy jednak powrót do tego zjawiska. Jak zwykle z tej samej przyczyny – im mniej klient wyedukowany tym łatwiej namówić go na rozwiązania korzystne, ale nie do końca korzystne dla niego. Polem do popisu stał się obszar e-commerce i kupowanie e-sklepu.

Producent śrubek, producent okien czy dystrybutor odzieży dziecięcej wie, jak prowadzić swój biznes stacjonarnie. Przeniesienie w całości działalności do czeluści internetu nie jest jednak tak banalną sprawą. I tak – im dalej z poszukiwaniami odpowiednich rozwiązań – tym więcej komplikacji.

Generalnie znajdziemy na rynku trzy typy rozwiązań, nie tylko dla e-sklepu:

  1. rozwiązanie dedykowane – napiszemy Pani e-sklep od podstaw, pani powie czego chce, my zrobimy
  2. rozwiązanie wiązane standardowe z rynku – damy pani wszystko co potrzebne do e-sklepu, a jak czegoś nie będzie to sobie pani coś dokupi
  3. kompleksowe rynkowe  rozwiązania

Każde z rozwiązań ma swoje plusy i minusy. Każde chcę Państwu przedstawić jako zestaw korzyści i ryzyk, byście – stając przed dylematem, jaki e-sklep kupić – przynajmniej wiedzieli o co zapytać. Analiza powstała w efekcie rozmów z nabywcami i opisuje ich perypetie rodem z sennych koszmarów.

1. Rozwiązanie dedykowane (tzw. „autorskie”)

Wydawałoby się, że nie ma nic lepszego – dostanę dokładnie to, czego chcę i niczego mi nie zabraknie. Muszę sama przygotować zestaw funkcjonalności, jakie musi posiadać oprogramowanie. To ja muszę się zastanowić, jak będzie wyglądała wizualizacja. To ja też muszę przemyśleć, jak będę katalogowała wyroby i jakim regułom będzie podlegało ich sortowanie i wyszukiwanie.

Nawet jeśli dziś wydaje mi się, że wiem o tym wszystko, w ciągu kolejnych tygodni i miesięcy prac dostaję do wglądu kawałki docelowej całości i na bieżąco wprowadzam zmiany, bo… wydawało mi się, że wystarczy, że sprzedam koszulki, ale przecież one mają kilka kolorów w tej samej linii i jeszcze kilka rozmiarów. Projekt trwa kolejne tygodnie, ja wciąż nie mogę prowadzić działalności, a budżet się zwiększa o kolejne moje żądania zmian w e-sklepie.

Dociera do mnie, że to trochę jak z budową domu – pierwszy budujesz dla wroga, drugi dla przyjaciela, a dopiero trzeci dla siebie, bo już wiesz co zrobiłeś źle. Nawet zakładając, że w sensownym terminie uda mi się uruchomić projekt, będą wychodziły elementy, o których nie pomyślałam, bo nawet nie wpadłam na to, że mogę mieć z tym problem.

Prawdziwy szok przeżywam zaś, gdy dostaję na stół wycenę integracji z kurierami. 600 zł za każdą… Zaczynam myśleć, że ten mój projekt nigdy się nie skończy. Cały czas zlecam poprawki i zmiany, co jakiś czas wyskakują mi nowe potrzeby i modlę się, by ustawodawca nie zmienił VAT-u bo ta z pozoru głupia zmiana znów pociągnie koszty.

Trochę się odkuwam na sprzedaży i szukam firmy zajmującej się SEO, by zwiększyć zasięgi. Tam jednak dostaję gwóźdź do trumny – technologia mojego sklepu, na który wydałam już 50 000 jest zbyt przestarzała i zawiera zbyt dużo błędów, by można go było pozycjonować. Trzeba to przepisać. Jak już myślę nad lampką wina, jak zakomunikować to mojemu programiście, dostaję info, że właśnie wpadł pod tramwaj.

Szlag. Nie mam żadnej dokumentacji, nie mam żadnego dostępu. Mam minus 50 000 na koncie i jestem w czarnej niewypowiedzianej. Koszmarny sen, pora się obudzić.

2. Rozwiązanie wiązane standardowe z rynku

Nie jestem taka głupia, chociaż blondynka. Tym razem próbuję się dowiedzieć więcej. Pytam uprzejmie o cenę i termin oraz co dostanę. Otrzymuję maila z linkiem – niech sobie pani zobaczy. Konia z rzędem temu, kto zrozumie o co w tej przepastnej dokumentacji chodzi. Czytam uważnie i nawet próbuję ze zrozumieniem. Zakładam, że świat nie może być okrutny a e-sklep jakoś mocno skomplikowany. Na pewno będzie dobrze – przecież piszą, że będę zadowolona. Kupuję.

Konfigurację muszę zrobić sama – pytam szwagra czy może pomoc – jego brat jest informatykiem, może pomoże. Pomógł, ale twierdzi, że nie ma opcji zarządzania stanami magazynowymi koszulek. Jak to nie ma? To skąd mam wiedzieć, czy mam jeszcze te koszulki czy już nie są dostępne? Dzwonię do dostawcy sklepu – potrzebuje pani programu finansowo-księgowego. Dobra, mus to mus.

Kupuję jakąś Symfoptimę. Szukam firmy, która ją skonfiguruje. Miły pan z firmy informuje mnie, że to co kupiłam, to jest dla biura rachunkowego lub mojej księgowej. Nie da się tam zarządzać ilością magazynową ani wystawić faktury. Szlag – skąd miałam wiedzieć, przecież miało być tanio, łatwo i miałam być zadowolona? Skąd miałam wiedzieć, że „Program finansowo-księgowy”, to w rzeczywistości program do Handlu i Magazynu i tego właśnie potrzebuję? Wydałam kasę na e-sklep, na program finansowo-księgowy zupełnie niepotrzebnie i jeszcze wydam na magazynówkę. Nikt mi nie powiedział, że tego elementu w tej układance nie ma. Na moje pytanie dlaczego mi nie powiedziano otrzymuje odpowiedź – nie zapytała pani.

Miało być pięknie i szybko, po trzech miesiącach wciąż nic jeszcze nie działa, a ja mam w perspektywie co roczne koszty serwisu „dodatków” które okazują się być niezbędne do działania. Wydałam prawie 15 000 i nie mam tego, co mi obiecano. Szlag, niech się obudzę!

3. Kompleksowe rozwiązania rynkowe

Tym razem się nie dam. W sennych koszmarach popłynęłam na prawie 70 000 zł, na jawie nie zamierzam wydać więcej, niż to absolutnie konieczne. Zaczynam metodycznie od warunków brzegowych – ma być w chmurze, bez żadnych kosztów instalacji. Ma w standardzie oferować minimum 80% tego czego potrzebuję, ma mieć opcję płatności w formie comiesięcznego abonamentu, mam mieć sprawną i szybką pomoc techniczną i dużo kasy na rozwój.

Definiuję, co jest mi potrzebne i wysyłam zapytanie do dostawców. Z odpowiedzi odrzucam autorskie (kojarzą mi się z tramwajem), mieszane (nie jestem blondynką), enigmatyczne typu – niech sobie pani poczyta.

Poświęcam dwa dni na rozmowy o każdym z trzech wybranych rozwiązań. Indywidualnie ustalam najlepszą dla siebie opcję. Z wszystkich znajduję taką, która nie wymaga modyfikacji, zawiera elementy magazynówki, ma wbudowane integracje z kurierami i różnymi rodzajami płatności. Kupuję. Co miesiąc wydaję ok. 500 zł. Mam wsparcie w konfiguracji i migracji danych z Excela (po stawce godzinowej). Za resztę kasy organizuję marketing i SEO. Śpię spokojnie i śnię mój błogi sen….

Kupowanie e-sklepu, to nie żart

Jakkolwiek to śmiesznie brzmi – w rzeczywistości śmieszne nie jest. 50% nabywców e-sklepów nigdy nie odzyska włożonych w to pieniędzy. Połowa z nich jeszcze więcej straci. A 10% zamknie po pierwszym kwartale działalności swój sklep z braku środków na marketing i SEO.

Jeżeli kupujemy coś na czym się nie znamy, poświęćmy na to czas, by zanalizować co dostaniemy. Alby zapytajmy kogoś, kto się zna. Najlepiej by nie był to ani sprzedawca ani szwagier. 

Eulalia Wierzbicka, Wiceprezes ZarząduALDEA IT Consulting