Biznes wymusi spadek popytu

Co drugie słowo w rozmowach, artykułach i raportach to „zmiana”, a jednak w analizach sytuacji gospodarczej ciągle wychodzi, że punktem odniesienia jest dla nas – menedżerów, przedsiębiorców, ekonomistów – paradygmat gospodarczy sprzed roku, dwóch czy więcej lat. Podświadomie odczuwamy ciążenie do przeszłości. A ona już się nie wróci.

To nie rynek dzisiaj działa, lecz polityka i technologia. Ustala się nowy porządek geopolityczny, a wraz z nim nowy podział własności, pracy i wartości dodanej. 

Nie wdając się w długie uzasadnienia utrwalmy sobie w głowach, co jest nowe, nie na chwilę, ale na stałe, stare na pewno nie wróci.

1. Niższy popyt, wręcz znaczący spadek popytu, nie tylko brak wzrostu. Obecnie ten spadek jest wyjaśniany decyzjami konsumentów, reakcją na podwyżki wnikające z rosnących cen energii, surowców czy z zakłóceń logistycznych (finansowanie zapasów), ale istotą tej zmiany jest regionalizacji czy wręcz lokalizacja biznesu (radykalne skrócenie łańcuchów dostaw oraz podział geopolityczny relacji gospodarczych, tzw. friendshoring). Spadek popytu wymusi biznes, który postawi na bezpieczeństwo i rentowność, a nie na skalę i wolumeny. Wyprodukuje mniej, ale sprzeda bliżej i z większym zyskiem.

2. Na poziomie konsumenta oznacza to mniejszą różnorodność produktów czy dłuższy cykl życia produktów, ale też na przykład niższe temperatury w biurach, hotelach czy mieszkaniach, a także duży udział pracy i kontaktów zdalnych w życiu gospodarczym i społecznym. Pracownicy pracujący w domu pracują znacznie więcej i efektywniej, a mają mniejsze potrzeby konsumpcyjne, a firmy mniejsze koszty (zakupy).

3. Powyższe oznacza zupełnie inne warunki konkurowania na każdym lokalnym rynku. Wygrywające będą firmy mające ofertę z wyższą wartością dodaną (bez względu na cenę) i najwyższej jakości rachunkowość zarządczą (umieją policzyć co się opłaca). Konkurencja zaostrzy się również dlatego, że na lokalnym rynku będą próbowali znaleźć miejsce również ci, którzy wcześniej sprzedawali daleko.

4. Wszystkie ceny będą wyższe i będą inne proporcje cen między poszczególnymi grupami towarów i usług. Zasadniczą przyczyną wyższych cen jest nowy, kształtujący się w świecie podział pracy – kto na kogo pracuje, a ten z kolei ma dwie zasadnicze przyczyny: nowe technologie (nie tylko informatyczne, ale też np. energetyczne, materiałowe) i znowu geopolityka (nowy układ mocarstw i sojuszy politycznych), także powiązana z tech-nacjonalizmem. Innymi słowy trzeba wypracować więcej wartości dodanej, aby sfinansować reorganizację światowych powiązań. Dlatego ceny są i muszą być wyższe.

5. To także czas walki o wyższą pozycję w łańcuchach wartości. Kto dzisiaj przesunie się wyżej w łańcuchu wartości (wytworzy większą wartość dodaną), ten zdobędzie możliwość wzrostu biznesu (nie mylić ze wzrostem skali). Ta walka przykryta jest przez zalew pieniądza, do czego posłużył covid oraz turbulencjami w łańcuchach dostaw, które też w większości są sprowokowane (kwarantanny w Chinach czy spekulacja w surowcach czy żywności). To podsuwają media, również społecznościowe.

Dzisiaj świat jest szachowany dostępnością żywności i zasobów energetycznych, ale – właśnie – to są jedynie narzędzia nowego podziału politycznego świata. Jest to szantaż, a nie działanie rynku. Ustala się nowy porządek geopolityczny, a wraz z nim nowy podział własności, pracy i wartości dodanej.

Podsumowując, cena nie ma znaczenia, popyt nie ma znaczenia, ma znaczenie wytwarzana przez firmę wartość dodana i friendshoring.

Iwona D. Bartczak