Ewolucja schematu myślenia o funkcji IT w firmie

W dzisiejszych czasach szefowie IT ponownie wracają do marzeń o awansie do zarządu firmy. Było to ich ambicją i 20 lat temu, ale bez szans na spełnienie poza nielicznymi podmiotami, głównie z sektora finansowego.

Dzisiaj ta szanse jest o wiele większa, bo świat stał się znacznie bardziej cyfrowy. Nie tyle musi polegać na tej technologii, co technologia tworzy produkty lub fragmenty produktów w niemal każdej branży. To jest istota tej szansy: cyfrowa dodana w wartości dla klienta.

Przygotowaliśmy taką grafikę pokazującą ewolucję funkcji IT. Do refleksji :) 

Czytaj więcej…
Wyślij do mnie e-mail, gdy pojawi się nowy komentarz –

Musisz być członkiem Business Dialog, aby dodawać komentarze!

Dołącz do Business Dialog

Komentarze

  • A może jednak biznes z produktów IT lepiej wyjdzie firmom z branzy IT? I tam talenty wywodzące się z techniki są prezesami. A jeśli komponent IT ma być kluczowy w meblach albo bateriach samochodowych, to chyba jednak spece od mebli/baterii lepiej wiedzą jak taki komponent opisać i od IT wyegzekwować. Więc linia podległości rysuje mi się jasno także w świecie innowacji. Jak IT wymysli np. krzesło to co miesiąć trzeba będzie mu instalować poprawki.
  • Myślenie o swojej niepośledniej roli i znaczeniu w strukturze firmy, jest chyba czymś naturalnym. Jeżeli przyjąć, że firma jest doskonale zorganizowana, to takie myślenie jest uprawnione, bo tam, dosłownie, każdy pracownik jest ważny. Ale przecież nie mogą oni wszyscy zasiadać w zarządzie. To absurd. W firmach zorganizowanych gorzej niż doskonale, tym bardziej.

    W swojej praktyce zawodowej, miałem okazję pracować dla firmy, która ten problem rozwiązała w najlepszy znany mi dotychczas sposób. Otóż wąski, dwuosobowy zarząd, mający tylko niewielki zakres oddzielnej specjalizacji funkcjonalnej każdego z prezesów (jeden nieco bardziej finanse; zastępca – nieco bardziej produkcja), względem siebie byli rzeczywiście szefem i jego zastępcą/dublerem, w dosłownym tego słowa znaczeniu. Natomiast powołali oni do życia tak zwany „sztab zarządu”, w skład którego wchodzili wszyscy kluczowi pracownicy firmy (głównie kierownicy pionów plus 2 czy 3 specjalistów, w tym moja skromna osoba, na czas wykonywania tam zadań). Oczywiście był tam też lider IT. To była spora firma - ca. 2 tys. zatrudnionych.

    Na bazie tego przykładu i moich innych doświadczeń, wyłączając wyjątki (np. specjalista IT jest wspólnikiem w firmie), raczej trudno jest mi zaakceptować ten sposób myślenia, że przedstawiciel IT może być rozważany na stanowisko członka zarządu z racji pełnionej funkcji. Jeżeli IT, to dlaczego nie sprzedaż; produkcja; utrzymanie ruchu; transport; HR; księgowość (finanse, na ogół, mają reprezentanta w zarządzie, ale najczęściej dlatego, że kwalifikacje szefa nie są w tym zakresie dostateczne – zob. przykład wyżej)? Szefowie tych pionów (silosów) też mają swoje sny o potędze.

    Druga sprawa. Nie uważam za prawidłowe myślenie, że o miejscu w zarządzie ma decydować ważność roli jaką w firmie ma do zrealizowania specjalista. Zarząd, to oddzielne kwalifikacje. Skąd założenie, że nawet bardzo dobry przedstawiciel pionu IT, je ma? Że może mieć, to w to nie wątpię, ale sama funkcja jeszcze nie namaszcza (sic!).
Ta odpowiedź została usunięta.