Ważniejsze jest jak się kończy niż jak się zaczyna – czyli kto wygrywa na rynku finansowym

 Analitycy i eksperci rynków finansowych sprzeczają się „od wieków” która metoda jest lepsza, choć tylko niektórzy uściślają, co mają na myśli chwaląc swą metodę. Na ogół skupiają się głównie na zasadności wchodzenia w rynek w danym momencie. Już dużo mniejszą uwagę przywiązują do wyboru momentu, w którym rynek należałoby opuścić. Tymczasem jak się okazuje, aby uzyskiwać długofalowo wyższy poziom zysków, znacznie ważniejsza jest umiejętność prawidłowego (w trafnym momencie) opuszczania rynku niż wchodzenie na rynek. Długofalowo to znaczy z punktu widzenia ciągu co najmniej kilkunastu czy raczej kilkudziesięciu wykonanych transakcji, a nie pojedynczej transakcji.

Jest to też znacznie trudniejsze psychologicznie. Paradoksem jest bowiem, że łatwiej jest ludziom realizować małe zyski i duże straty niż na odwrót, a warunkiem sukcesu jest umiejętność szybkiego, z małymi stratami wychodzenia z rynku, trwania tam jedynie tak długo jak przynosi to zyski.

Aby tak postępować, trzeba posiąść kilka umiejętności.

Po pierwsze, umiejętność ustawiania „stopów”, czyli  ustalenia i zaakceptowania wysokości straty, przy której opuszcza się rynek. Jak otwiera się pozycję, trzeba to sobie powiedzieć, oraz ustalić jak podążać z nimi za zmieniającymi się zgodnie z naszym oczekiwaniem cenami.

Po drugie, umiejętność żelaznego stosowania się przyjętych zasad. I to jest najtrudniejsze. NIGDY nie należy kierować się nadzieją, że kursy odwrócą się zgodnie z naszym interesem. Jak się zmienia sytuacja, to zmienia się nasze myślenie o niej i argumenty, którym przypisujemy mniejszą lub większą wagę. Tego trudno się nauczyć teoretycznie, to trzeba przeżyć, stracić prawdziwe pieniądze, przyjąć druzgocącą krytykę, a potem mieć to po prostu „w kościach”.

Wreszcie, trzeba posiadać umiejętności racjonalnej dywersyfikacji, co, niestety, ogranicza część potencjalnych zysków, ale i strat, wypłaszcza i zapewnia wzrostowy trend zysków.

Następną niezwykle ważną, a wcale niełatwą umiejętnością jest tzw. scalling-in i scalling-out. Stosunkowo łatwo jest określić jakimi ilościami możemy wchodzić bądź opuszczać rynek tak, aby własnymi ruchami nie zaburzać trendu cenowego, bo przecież powstające zaburzenia są przeciwko naszym interesom.

Dużo trudniejszą, ale i ważniejszą umiejętnością, jest takie zwiększanie i zmniejszanie wielkości pozycji, aby najbardziej pewne części ruchu cen (o największym prawdopodobieństwie) brać największą kwotą, a mniej pewne ruchy cenowe pozostawiać innym bądź ryzykować mniejszymi kwotami. Dzięki tej umiejętności zwiększamy kąt nachylenia krzywej dochodowości.

Konkludując, o sukcesie w niewielkim stopniu decyduje umiejętność wejścia w rynek czy poprzez zakup w przypadku gry na zwyżkę czy sprzedając, by później taniej odkupić, w przypadku gry na spadki. Zasadnicze znaczenie mają umiejętności, którym tylko niewielka część analityków poświęca uwagę, a jeszcze mniejsza część tzw. doradców nimi się interesuje. Sukces gwarantuje też żelazna dyscyplina trzymania się zasad, której absolutna większość inwestorów (oceniam że 80%) nie posiada. I może to dobrze, bo dzięki temu ci, którzy je znają i przestrzegają realizują latami zyski.

Tym, którzy nie potrafią tego, pozostaje jeszcze szukanie szczęścia w miłości, choć i tam tytułowa zasada wydaje się mieć zastosowanie :)

Uczestników Business Dialog zainteresowanych moją strategią inwestycyjną na rynku finansowym zapraszam do kontaktu przez wypełnienie formularza na moim landing page kliknij tutaj

Olgierd Bagniewski, główny ekonomista Klubu Dyrektorów Finansowych "Dialog"