Kryzys gospodarki czy kryzys globalizacji?

Część z przedsiębiorców, szczególnie tych, którzy nie są producentami materialnych produktów, już „przeniosła się” do Internetu, inni zastanawiają się, jak skutecznie zmienić model biznesowy i udać się do nowej gospodarki online bez utraty płynności.

Co to właściwie oznacza „przenieść się do Internetu”?

Spotkania, komunikacja, wymiana danych i dokumentów może odbywać się online i bez epidemii wirusa już często odbywała. Teraz odbywa się w dużo większym zakresie. Jeśli przedsiębiorcy tworzą i sprzedają usługi oparte o pracę cudzą lub własną, a ich produkt jest cyfrowy, to dość łatwo można sobie wyobrazić, jak teraz funkcjonują ich firmy. Oczywiście, jedni robią to lepiej, inni gorzej, ale generalnie większość z nich może przenieść swój biznes do online i dalej czerpać z niego przychody, jednak do pewnego czasu. 

Jeśli jednak przedsiębiorca wytwarza produkty fizyczne, elementy albo surowce, które następnie stanowią cześć łańcucha dostaw dla innego producenta, to przeniesienie procesów wytworzenia produktów do online nie jest już możliwe, tak jak dla dostawców usług online i produktów cyfrowych. 

Do tej pory producenci wyrobów materialnych korzystali z globalizacji, pozyskiwali surowce i elementy od dostawców z całego świata, szukając najkorzystniejszej oferty. Obecnie stało to się praktycznie niemożliwe. W dość niedługim czasie spowoduje to zatrzymanie produkcji w wielu sektorach gospodarki. Obowiązkowy jest bowiem model Just-in-time albo minimalne zapasy. Produkty przestaną być dostępne, i ze względu na zatrzymanie produkcji, i ograniczenia transportowe. 

Jeśli do tego momentu nie przezwyciężymy kryzysu, nie zniesiemy stanu epidemicznego, który nałożył na biznes ograniczenia, dojdziemy do sytuacji, w której nawet ci, którzy teraz sobie radzą online, nie będą mieli jak funkcjonować, bo spadnie popyt na ich usługi wykorzystywane przez gospodarkę realną. 

Co się wtedy stanie? 

Załamie się dotychczasowy model gospodarek krajowych, lokalnych, oparty o globalną i międzynarodową współpracę i zintegrowany łańcuch dostaw. 

Oczywiście, ludzie nadal będą potrzebowali produktów i usług. Na rosnący popyt pojawi się podaż. Nie mogąc jednak pozyskać surowców i materiałów, ani dostarczyć produktów z dalszej odległości, rozwiną się rynki lokalne, oparte o lokalne surowce i od lokalnych producentów, lokalnych dostawców i dla lokalnych odbiorców. 

Jeśli uświadomimy sobie, że większość z nas w obecnym systemie gospodarki zależy od prądu, gazu oraz dostaw wszelkich innych paliw, to możemy sobie wyobrazić, co się stanie, jak staną elektrownie i koncerny produkujące i dystrybuujące gaz i paliwa stałe. Czy wygeneruje to tylko bunt, zamęt i egoizm, czy może także inne sposoby generowania energii i transportu niż obecnie powszechne? 

Według różnych szacunków, w niespełna kilkanaście miesięcy rynek ulegnie totalnej przemianie, z rynku globalnego na wielka liczbę rynków lokalnych, gdzie ludzie będą prowadzić lokalne życie, oparte o lokalną gospodarkę rolno-rzemieślniczą. Można się spodziewać, że z braku potrzeby prowadzenia handlu międzynarodowego czy krajowego, zyskają lokalne waluty, w rzeczywistym pieniądzu, nie cyfrowym, łatwo wymienialne na lokalne dobra i usługi rzemieślnicze. Zyskają silni lokalnie. Pojawi się lokalna władza i lokalni obrońcy, lokalna straż sąsiedzka i różne formy ochrony lokalnych dóbr przed innymi lub przed skutkami wypadków losowych i zdarzeń atmosferycznych. Lokalna służba zdrowia. Lokalny bezpieczny transport. Produkty i usług będą “kupowane” od zaufanych lokalnych dostawców. 

Później może zacznie się pojawiać wymiana handlowa pomiędzy lojalnymi rynkami. Zwiększy się zasięg działania niektórych dostawców. Zaczniemy na powrót budować gospodarkę krajową i międzynarodową tak, jak to było w przeszłości. Może pojawi się nieznana forma szeroko rozumianej działalności gospodarczej. 

Coś może nie wrócić. 

Nie wróci pełne zaufanie do globalnych rozwiązań ani dostawców czy administracji. Chyba że ta obecna „zadba”, aby rozwiązania ograniczające ludzką wolność wprowadzone na czas epidemii, zostały na późniejsze czasy i umacniały ich panowanie. Wirus zawsze może się znowu uaktywnić, więc usprawiedliwienie jest. I narzędzie siania strachu. A są i zawsze były takie pokusy. Wtedy cywilizacja upadnie, bo po czasie pokory podniesiemy głowy, ale pogrążymy się w sporach. Ludzie nie będą mogli swobodnie sie przemieszczać, żyć w dowolnym miejscu, wymieniać się wiedzą i doświadczeniami, spotykać się z kim chcą i porozmawiać o czym chcą, podziwiać artystów z różnych stron świata, a artyści tworzyć w dowolnym miejscu na świecie to, co im do głowy przyjdzie. Stracimy coś, co dziś podczas walki z wirusem wydaje sie nieważne, a jest istotniejsze dla rozwoju ludzkości jako całości i każdego z nas, może nawet bardziej niż problemy z prowadzeniem biznesu. 

Walczmy o wolność biznesu, tworzenia i działania! 

Bartosz Radziszewski

Ekonomista, zajmujący się optymalizacją i automatyzacją procesów.
Partner zarządzający Business Dialog