EkonomiaFinanseSpołeczeństwo

Na Wall Street zatrudniają psychiatrów

Nastrój na Wall Street rzadko bywał bardziej ponury. Cotygodniowe badanie przeprowadzone przez Amerykańskie Stowarzyszenie Inwestorów Indywidualnych pokazuje, że stosunek liczby byków do niedźwiedzi na poziomie -33,8% jest jednym z najbardziej negatywnych w 35-letniej historii badania. Jeszcze nigdy tak wielu dyrektorów i analityków nie ostrzegało przed nadchodzącą recesją, zanim faktycznie nadeszła. Doniesienia medialne podsycają tę atmosferę strachu.

Niektórzy rozkwitają mierząc się z permanentnymi przeciwnościach losu, ale dla zdecydowanej większości inwestorów sytuacja odbija się na zdrowiu psychicznym.

Stosunkowo nowe dziedziny psychologii i ekonomii badają zachowanie inwestorów, mentalność stada, panikę, manię i ukryte uprzedzenia, które oddziałują na podejmowanie decyzji – często w sposób, który negatywnie wpływa na wyniki portfela. W ostatnich dziesięcioleciach Nagrody Nobla zostały przyznane kilku pionierom finansów behawioralnych.

Aby utrzymać inwestorów w pełni władz umysłowych, niektóre prominentne fundusze hedgingowe zatrudniły psychiatrów i terapeutów.

Praca laureata Nagrody Nobla Vernona Smitha wykazała, że ​​bańki rynkowe są spowodowane przede wszystkim czynnikami psychologicznymi, a nie finansowymi. Po przedłużających się hossach inwestorzy mają tendencję do zaprzeczenia podczas bessy.

„Dlaczego kupiłem? Dlaczego nie sprzedałem?” Jest dużo obwiniania siebie, zamiast akceptowania zmian na rynkach. 

Liczba czynników ryzyka do przeanalizowania w dzisiejszych czasach jest niemal bezprecedensowa w erze po II wojnie światowej: wojna Rosji z Ukrainą, najgorsza inflacja w pamięci, wzrost stóp procentowych, spowolnienie gospodarcze, strach przed wojną o Tajwan, agresywne wewnątrzpaństwowe podziały polityczne.

W odróżnieniu od poprzednich spadków, obecnie powszechne są media społecznościowe, w których złe wiadomości i opinie pojawiają się bardzo, bardzo szybko. To oddziałuje na rynek w szybszym tempie niż w poprzednich okresach słabości.

Ale, jak mówią: „Najciemniej jest tuż przed świtem”. Negatywne odczyty nastrojów wskazują, że na rynku brakuje sprzedawców, a zatem są uważane za sygnał byczy.

Rynki niedźwiedzia generalnie nie kończą się dobrymi wiadomościami. Kończą się, gdy wiadomości są beznadziejne i gdy wydaje się, że nie ma szans na szybkie odrodzenie. Ale może tym razem psychologia zwycięży nad racjonalnością, i odrodzenie nie przyjdzie?

Iwona D. Bartczak