Ceny surowców pędzą – kto straci, kto skorzysta?

Wszystkie ceny rosną i surowców, i komponentów, i pracy, i transportu, i energii. Być może będzie to skutkować inflacją, tym ciągle zajmują się ekonomiści i publicyści. Ale są inne - być może ważniejsze - zjawiska, związane z tym wzrostem cen, na które powinniśmy być uwrażliwieni w biznesie.

Po pierwsze, ten wzrost cen surowców jest trwałym zjawiskiem. Może trochę spadną, ale generalnie będą sporo wyższe niż przed 2020 rokiem. Natomiast od przyszłego roku prawdopodobnie staną się bardziej dostępne. Dlaczego jedno i drugie, wyjaśnię dalej.

Po drugie, tak duży wzrost cen surowców zmienia kalkulację cen, a przynajmniej powinien zmieniać. Aby zachować rentowność produkty powinny być dużo droższe. Tutaj pojawia się niepokojące pytanie, czy polski boom eksportowy na pewno jest takim korzystnym zjawiskiem. Być może polscy producenci zużywają zapasy surowców kupionych po starych cenach, sprzedają też po starych cenach lub niewiele zmienionych, natomiast kraje, do których eksportują wstrzymują się z produkcją, chcąc zachować zapasy surowców na czasy, gdy produkty znacznie podrożeją. I wtedy zaczną produkować na całego, ich zyski będą znacznie większe niż nasze dzisiejsze.

Po trzecie, nieuchronna podwyżka cen produktów przemysłowych oznacza w wielu przypadkach zmianę klienta na bogatszego, a także zwykle co najmniej modyfikację produktu. Dotyczy to zarówno klienta detalicznego np. na mały samochód, jak i biznesowego, np. na wyroby ze stali.

I najważniejsze, po czwarte, kto przechwyci największą część marży w łańcuchach dostaw? Bo nie ma wątpliwości, że wszystkie ceny „po drodze” będą się zmieniać. Kto potrafi się bić o marżę i ma argumenty? W najgorszej sytuacji są firmy sektora MSP, w które bije zarówno mała skala zamówień u dostawców, jak i mała siła przetargowa wobec polityków (ale też banków, klientów), którzy angażują się negocjacje na rzecz wielkich producentów i branż, np. motoryzacji, elektroniki.

Nie lada wyzwanie dla zarządzających przedsiębiorstwami produkcyjnymi!

 

Ale dlaczego te surowce tak drożeją?

 

Surowce drożeją z pięciu powodów.

  1. Po pierwsze, były tanie, taniały od 10 lat. To nie był dobry interes dla firm górniczych. Wstrzymywano się z inwestycjami. Teraz też zajęły pozycję wyczekującą. Wcale nie śpieszą się z odnowieniem dostaw, zwiększeniem wydobycia lub przetwórstwa. Dotyczy to zarówno rudy żelaza, jak i przetworów ropy dla tworzyw sztucznych.
  2. Po drugie, działają spekulanci. Bo zawsze w takich niestabilnych warunkach działają ze zdwojoną siłą. A teraz spodziewają się odwrócenia cyklu spadkowego cen surowców i rajdu w górę. Bloomberg Industrial Metals Index wzrósł o 60% w ciągu ostatnich 12 miesięcy i wrócił do piku z 2013 roku.
  3. Po trzecie, w zwiększonej ilości potrzebne są inne surowce niż wcześniej. Ze względu na wymogi klimatyczne, środowiskowe, cyfryzację, zieloną energię, elektromobilność zmieniają się technologie i urządzenia. Potrzeba zasadniczo więcej miedzi, litu, platyny. A złoża tych surowców stają się kartą przetargową krajów, w których są położone. Trzeba ostrożnie nią grać, nie spieszyć się, żeby się szybko nie zgrać.
  4. Po czwarte, jest atmosfera przyzwolenia na wzrost cen, wywołana przez ogromne transfery publiczne do firm i osób w czasie pandemii, ogólnie wiadomo że wielkie zasoby gotówki są zdeponowane na kontach bankowych przedsiębiorstw i obywateli, i w Polsce, i w USA, i w każdym innym kraju rozwiniętego świata.
  5. Po piąte, zwiększa się popyt, np. przez rosnące zbrojenia czy rozwój OZE. Wielki program Bidena modernizacji dróg, mostów, kolei oraz trasformację energetyczną również zwiększa apetyt branż surowcowych. Uważa się, że o ile w pierwszej dekadzie XXI wieku hossę dla surowców uczynił fantastyczny wzrost gospodarki chińskiej, o tyle dzisiaj taką samą robotę wykona zielona rewolucja energetyczna, aczkolwiek Chiny nadal są największym konsumentem surowców.

Ta ostatnia zależność ma też gorzki posmak i też wzmaga poczucie absurdu w obliczu nowej logiki gospodarki. Transformacja w kierunku zielonej energii oznacza na przykład konieczność budowy milionów wiatraków na ziemi i na morzu, do czego potrzeba cementu i stali, a także dziesiątków specjalnych statków – których nie ma jeszcze, więc trzeba je zbudować, czyli kolejnych ton cementu i stali. A produkcja cementu jest jedną z najbardziej energochłonnych produkcji, wytwarzających tony CO2, itd. Czyli czy warta skórka za wyprawkę? A jeśli jeszcze policzymy wydobycie metali ziem rzadkich potrzebnych do wiatraków i elektroniki do sterowani nimi i przesyłem…..

Aktualnie Polska i w ogóle Europa ma z ogromny problem z cementem, ale nie tyle moralny, co ekonomiczny. Z powodu niebotycznych cen za wytwarzanie CO2 Europę zalewa tańszy bo nie płacący kar za CO2 cement z Ukrainy czy Turcji, a polskie firmy tracą rentowność. Czyli ceną za zieloną energię może być upadek produkcji cementu w Europie, a bez cementu ani rusz w budownictwie….. itd. itd.

Międzynarodowa Agencja Energii (IEA) podkreśla, że elektrownie fotowoltaiczne, farmy wiatrowe i pojazdy elektryczne generalnie wymagają więcej minerałów do budowy niż ich odpowiedniki oparte na paliwach kopalnych. Od 2010 r. średnia ilość minerałów potrzebnych do budowy nowej jednostki mocy wzrosła o 50 proc., ponieważ wzrósł udział odnawialnych źródeł energii w nowych inwestycjach.

Regulacjami środowiskowymi i klimatycznymi Europa uruchomiła kaskadę zdarzeń, których ostateczny wynik wcale nie jest taki oczywisty.

 

 Żelazo, lit, miedź, nikiel  – kilka przykładów  zachowań wyczekujących

 

Od 2014 roku w górnictwie metali przemysłowych nie ma prawie inwestycji. Ocenia się, że do 2030 roku będą trwały niedobory tych surowców w wysokości ok. 20%. Ceny będą rosły aż inwestycje stają się rentowne.

W Portugalii są duże złoża litu, metalu koniecznego do produkcji choćby telefonów komórkowych czy baterii do samochodów elektrycznych. Popyt jest ogromny. Jednak Portugalia odłożyła do przyszłego roku aukcję na koncesje na jego wydobycie. Więc nowe kopalnie dopiero powstaną. Dla porównania: Portugalia ma 11% zasobów litu, USA – 1%, Chiny – 10%.

W przypadku miedzi trzeba dwukrotnie zwiększyć wydobycie, aby sprostać wymaganiom zielonej energetyki i elektromobilności. Ale największe firmy górnicze wcale nie inwestują, mimo że mają zapasy gotówki jak Rio Tinto, a inne nie są specjalnie zadłużone.

Trzej najwięksi producenci rudy żelaza np. australijscy dostarczają jej mniej niż nawet rok temu (dane za I kwartał 2021), mimo że popyt wzrósł. Na razie nie inwestują. Ceny rudy są najwyższe od dekady. Huty też nie uruchamiają ochoczo wygaszonych pieców. Stal podrożała nawet 100% i więcej.