BiznesKDF DialogSpołeczeństwo

Umów trzeba dotrzymywać? Na pewno?

No, cóż praktyka świata dostarcza coraz więcej dowodów, że umowy obowiązują dopóki ktoś nie wywróci stolika. Że nie są ponad wszystko, że nie są rzeczą świętą. Umowę można w każdej chwili zakwestionować, byle pod dobrym pretekstem. Umowę społeczną czy biznesową czy polityczną, spisaną lub zwyczajową. A jeżeli umowy nie gwarantują uzgodnionych warunków, to zostaje tylko … siła i władza.

Przejmowanie majątku rosyjskich oligarchów jedni widzą jako słuszną karę, a inni jako zniesienie nienaruszalności prawa własności.

W czasie pandemicznym – ale i teraz również – najczęstszym uzasadnieniem nie dotrzymywania umów była siła wyższa. Niby każdy rozumie co to jest siła wyższa, ale w świecie, w którym co rusz jest jakaś siła wyższa – wirus, wojna, trzęsienie ziemi, huragan, wola satrapy, sankcje, wypadek w kanale Sueskim – właściwie nie można być pewnym żadnej umowy. Dzisiaj w biznesie każdy się w tym liczy. Nawet jeśli prawnicy zrobią swoje, to i tak gospodarczo nikt niczego nie może być pewny. Więcej, traktuje się to jako nową normalność!

Popatrzymy jak odczytywane są sankcje wobec Rosji – i jej sojuszników – za napadnięcie Ukrainy. Jesteśmy przekonani o ich słuszności, bowiem jest w interesie Polski, aby inwazja rosyjska nie rozszerzyła się poza Ukrainę, solidaryzujemy się z Ukraińcami, wiemy z narodowej autopsji jak okrutni potrafią być rosyjscy żołnierze. Generalnie świat zachodu potępia tę agresję i działa na rzecz zmniejszenia wpływów Rosji. Zamrożenie środków rosyjskich w zachodnich bankach czy zajęcie własności rosyjskich oligarchów jest traktowane jako jak najbardziej słuszne i uczciwe, jako kara za niewłaściwe zachowanie.

Na świecie toczy się wiele wojen i istnieje wiele sporów. Czy podjęlibyśmy się bez dogłębnych studiów osądzić po czyjej stronie jest racja? A nawet z tymi studiami, czy byłoby to możliwe do stwierdzenia? Czy byłoby to dla nas tak oczywiste, jak w przypadku wojny rosyjsko-ukraińskiej?

Na pewno nie. A sankcje przecież nie są nowością. Stany Zjednoczone posługują się nimi od lat.

Nie jest prawdą, że cały świat potępia Rosję i popiera Ukrainę. Mniej więcej połowa świata albo wstrzymuje się od głosu, co w tej sytuacji jest poparciem Rosji, albo dość otwarcie sprzyja Rosji, ponieważ tak postrzega swoje interesy, postrzega Rosję jako przeciwwagę dla USA, którym nie ufają i mają do tego podstawy. Wcale nie miłują Rosji i nie podziwiają jej gwałtów, ale kalkulują, jak się odnaleźć w rywalizacji mocarstw.

Sankcje wobec Rosji, aczkolwiek z naszej perspektywy słuszne, ba! wręcz konieczne, jednak wielu pozaeuropejskim krajom i biznesom dały do myślenia, na ile pewne są umowy czy prawa własności czy dostęp do usług, np. takich jak SWIFT. Okazuje się, że są one pochodną polityki. Czy dolar i amerykańska gospodarka dalej są dostatecznie wiarygodnym gwarantem niezmienności reguł w trakcie gry?

Po decyzjach amerykańskiego FED o podniesieniu stóp procentowych, sporo komentatorów zastanawiało się, czy stopy procentowe mają jeszcze tak dużą zdolność oddziaływania na rynek finansowy. Źródłem kłopotów amerykańskiej gospodarki może być postępująca utrata zaufania ze strony dużej części świata, która nie będzie już chciała kupować amerykańskich obligacji. I być może zacznie się rozliczać w innych walutach. Już tak czyni część świata arabskiego, Chiny, Indie.

Oczywiście, gdzieś u źródła dzisiejszych dylematów świata leży oderwanie kilkadziesiąt lat temu dolara od złota. Jednak długo taki „pusty” dolar był gwarantowany siłą amerykańskiej gospodarki, działał więc jako waluta rezerwowa, światowa, ta w której rozliczany jest handel międzynarodowy. Co było bardzo korzystne dla USA. Dalej tak jest, ale w wielu krajach pojawia się wątpliwość, czy to bezpieczna dla nich sytuacja. Jeśli naraziłyby się na sankcje np. pod zarzutem nie pomagania w pobiciu Rosji, wówczas ich gospodarki i społeczeństwa znajdą się pod wielką presją.

Przykładów relatywizowania którą umowa będzie dotrzymywana, a która unieważniana z jakimś uzasadnieniem – ale jednostronnie! – namnożyło się w ostatnich latach wiele. W Kanadzie kierowcom protestującym przeciwko obostrzeniom covidowym zablokowano konta bankowe i ubezpieczenia. Uzasadniono to interesem społecznym, nazwano ich bandytami. W Polsce robotników protestujących w Poznaniu czy Radomiu przeciwko podwyżkom cen w 1970 czy 1976 roku też nazwano chuliganami i represjonowano. Też można powiedzieć, że w interesie społecznym, bo protestowali przeciwko legalnej władzy. Nie chcę robić wycieczek na współczesne polskie podwórko polityczne, gdzie jest wiele przykładów owego relatywizowania umów społecznych, ale podwórko gospodarcze też jest ich pełne, choćby w systemie podatkowym.

Taka łatwość podważania umów – zarówno dwustronnych, jak i w skali państwa, jak i w relacjach międzynarodowych, zarówno społecznych, jak i gospodarczych, jak i politycznych – oznacza, że każdej sprawy musimy pilnować osobiście i każdą traktować jako osobny przypadek, że w każdej chwili musimy spodziewać się nagłego zwrotu akcji, że w bardzo ograniczonym zakresie działa prawo i normy, tylko siła i władza ma znaczenie.

Ale to też oznacza, że jeszcze bardziej liczy się jakość człowieka i jakość relacji międzyludzkich, ten najbardziej elementarny poziom życia społecznego, tylko na drugiego człowieka możemy liczyć……. zwłaszcza jeśli nie zawarliśmy z nim żadnej umowy .

 

Iwona D. Bartczak